Nigdy się nie poddawaj!


Piszę ten tekst, bo chciałam się z Tobą podzielić moją historią. To uczucie wywołała u mnie książka Marcina „Odchudzanie z Pasją” którą niedawno przeczytałam. Mam nadzieję że z chęcią to przeczytasz, i wyciągniesz z mojej historii wiele pożytecznych wniosków dla siebie.

Oprócz moich rodziców, nikt nie wie jak wielkie miałam problemy z sobą i poczuciem własnej wartości. Zawsze byłam tą najlepszą: oczytana, najlepsza uczennica w klasie, rodzinie, dbająca o zdrowie i wygląd. Wszyscy byli ze mnie dumni, byłam chlubą rodziny. To wielkie brzemię, ale jakże słodkie. Nikt tak na prawdę nie wiedział, co czaiło się we mnie. Prawdopodobnie, gdy to przeczytasz, będziesz uważać, że jestem chora psychicznie, ale tak naprawdę było. Niektóre rzeczy wydają mi się nawet śmieszne w tej chwili….

To zmieniło w moim życiu wszystko…

Moja historia ma początek w 4 klasie podstawówki. Zaczęłam wtedy zauważać, że moje koleżanki z klasy są szczuplejsze ode mnie. Do tej pory nie miałam kłopotów z wagą – zawsze była w normie. Ja jednak uparłam się, że mam za duży brzuch. Zarażona bieganiem od nauczyciela w-fu, który katował nas 45 minutowym biegiem naokoło boiska, zaczęłam biegać w wakacje wokół domu, ponieważ wstydziłam się wiejskiej społeczności.

W 5 klasie, przed wakacjami na krótko zaczęłam biegać, lecz szybko mi się znudziło. Zajadałam więc mój kompleks czekoladami. Potrafiłam zjeść ich nawet 3 na raz. Mama nic się nie odzywając, kupowała mi następne. „Przecież się rozwija”- mówiła – ” Może potrzeba jej teraz więcej słodkiego”. I tak przytyłam do około 50 kg. W wakacje znowu biegałam, więc na krótki czas, zrzuciłam 4 kg.

Przełomem była 2 gimnazjum. Znalazłam wtedy „cud dietę” i po raz pierwszy zaczęłam się do niej stosować. Do tej pory biegałam i liczyłam kcal, a teraz naprawdę wzięłam się za siebie i stosowałam się starannie do diet. Do 1 liceum było ich mnóstwo. Np. dieta owocowa, płaskiego brzucha, głodówka… Przy tym co roku, w wakacje, biegałam.

Chciałam być szczupła jak moje koleżanki

We wrześniu, 2 lata temu postanowiłam naprawdę schudnąć (moja waga osiągnęła ponad 52 kg przy wzroście 154 cm). Nigdy nie miałam nadwagi, ale miałam obsesję i to mnie na prawdę wykańczało. Patrzyłam na inne dziewczyny i na siebie i co stwierdzałam? One są piękne, szczupłe, mają płaski brzuch. Chciałam więc osiągnąć najniższą zdrową wagę dla mojego organizmu. No i przez 5 miesięcy uczęszczałam do dietetyka. Do listopada schudłam 4 kg i już miałam dość (mimo, że to nie była najniższa waga). Brakowało mi przede wszystkim słodkiego, lecz czekało mnie jeszcze 5 tygodni stabilizacji i tu zaczęły się kłopoty. Podjadałam i podjadałam, aż w końcu znowu ważyłam ponad 52 kg.

Strasznie mnie to dobiło i w grudniu próbowałam kilka razy powrócić do 48 kg. Nie udało się. Na wigilii klasowej miałam jeszcze dobry humor, ale gdy znalazłam się w domu sam na sam z sobą, nie było już tak łatwo. W miarę mijania dni ferii świątecznych, popadałam w coraz większą depresję. To był piątek, dzień przed sylwestrem. Dzień wcześniej byłam u dietetyka i miałam kolejną, nową dietę kapuścianą (oczyszczającą). Poszłam z tatą do sklepu, gdzie zaproponował mi coś słodkiego i chipsy. W domu zjadłam wszystko zamiast trzymać się diety. Czułam się okropnie. Każdy film jaki wtedy próbowałam oglądnąć nie odciągał mnie od problemu, ale jeszcze bardziej dołował. Dlaczego? – przez aktorki, mające nienaganną figurę.

Miałam dość takiego życia

Późnym popołudniem tata miał gości, więc siedzieli w salonie i rozmawiali. Ja byłam u siebie w pokoju, przeglądałam zdjęcia z dzieciństwa. Byłam taka szczupła, wręcz chuda, a co najważniejsze „bez brzucha” Później gimnazjum – tam też byłam szczuplejsza. Powiedziałam sobie: koniec! Trzeba z tym skończyć. Wzięłam nożyczki, położyłam się w łóżku, pod kołdrą i próbowałam przeciąć sobie żyłę wzdłuż ręki. Gdy to robiłam pomyślałam o mamie i tacie. Tak bardzo się bałam! Chciałam, aby ktoś trzymał mnie za rękę.

Zadzwoniłam do mamy, rozpłakałam się i powiedziałam: chcę się zabić, ale tak się boje! Mama oczywiście wpadła w panikę, zadzwoniła do taty, ale on nie odbierał, ponieważ telefon zostawił w pokoju. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki z nożyczkami. Popatrzyłam się na siebie i przypomniałam sobie zdjęcie z gimnazjum. Miałam tam włosy do ramion. Wtedy wszystko było lepsze, łatwiejsze – pomyślałam – może jak zetnę włosy to znowu tak będzie? I zrobiłam to. Ścięłam włosy, które były już takie długie!

Kilka miesięcy później znalazłam stronę Marcina i wtedy moje życie się odmieniło. Zaczęłam wierzyć, że może być lepiej.

To wydarzenie będę pamiętać do końca mojego życia

Wkrótce potem coś się stało. Zdarzyło się to, kiedy miałam ferie. Pamiętam to wszystko bardzo dokładnie, jakby wszystkie te wydarzenia miały miejsce wczoraj. To była środa. Tego dnia byłam umówiona z koleżanką w Krakowie. Mieszkam akurat w takiej miejscowości, gdzie oprócz pociągów, nic nie dojeżdża do Krakowa, a najbliższy autobus jest oddalony o 40 minut, gdyż znajduje się w innej miejscowości.

Około pierwszej zatrzymał się ekspres. Byłam akurat u babci (mieszkamy po sąsiedzku), od niej widać bardzo dobrze tory, więc widać też było karetkę, która przybyła po kilkunastu min. Moją pierwszą myślą było to, że pewnie ktoś w pociągu zesłabł – takie rzeczy się przecież zdarzają. Dopiero tata wyjaśnił mi później, ze nie zatrzymywaliby pociagu pomiędzy stacjami, gdyby coś takiego miało miejsce.

Około godziny 15 wyszłam z domu na pociąg. Feralny ekspres nadal stał, co mnie zdziwiło. Kiedy moim oczom ukazała się stacja, zobaczyłam radiowóz oraz karetkę. Jakieś dziwne uczucie mną ogarnęło. Chyba zaczęłam podejrzewać co mogło się rzeczywiście stać.

Policjant zaczął przepuszczać ludzi idących na pociąg. Mnie także przepuścił. Gdy przechodziłam przez przejazd kolejowy zobaczyłam krew. Nie było jej dużo, ale pech chciał, że odruchowo się odwróciłam.

Zobaczyłam ją… Leżała przecięta na pół. Jedna jej część była po jednej stronie toru, a druga po drugiej. Powstrzymałam odruch wymiotny i udałam się na stację…

Ludzie plotkowali, co mogło się stać – przypadek czy samobójstwo? Mnie już nic nie obchodziło. Przed oczami cały czas miałam to poszargane ciało.

Wieczorem, gdy wróciłam do domu, dowiedziałam się, że ta kobieta rzuciła się pod pociąg. Zastanawiałam się co mogło ja pchnąć do takiego czynu. Przecież kilka razy z nią rozmawiałam, wydawała się całkiem miła. Tego dnia nie mogłam zasnąć, lecz nie wiedziałam, że problemy ze snem będą się ciągnąć za mną aż do teraz.

Gdy tylko zamknę oczy widzę ją i niestety nic nie mogę na to poradzić. Nic mi już nie pomaga. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, ale mimo to staram się żyć.

Jest mi ciężko, ale dzięki Marcinowi czuję się lepiej

Stosuję się do rad Marcina i w tej chwili zostało mi do zrzucenia tylko niecałe 2 kg. Jego książka którą przeczytałam umocniła mnie w przekonaniu, że nie warto się poddawać. Z każdą przeczytaną stroną, było mi lżej na sercu. Utwierdzałam się w przekonaniu, że robię wszystko tak jak należy i dzięki temu dotrę do swoich celów.

Wiem że to zabrzmi dziwnie ale czytając ją poczułam, że mam przyjaciela, którego nigdy nie miałam w ludzkiej osobie. Zawsze moim powiernikiem był zwierzak, który odszedł potem zabrany przez śmierć. Marcin jest, żyje i zawsze mi pomaga. Zdaję sobie sprawę, że to uczucie jest jednostronne, ponieważ on nie mówi mi o swoich problemach. Ja jednak zawsze będę go traktować jako najlepszego przyjaciela, który raz na zawsze odmienił mój los. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ !

Agata

Co o tym myślisz?