Moja Historia | Opinie o MnieJa w Mediach | Z Kim Współpracowałem

Urodziłem się szczupły

Nie urodziłem się ze złymi nawykami żywieniowymi. Nikt z nas się z nimi nie rodzi. Byłem radosnym, szczupłym dzieckiem i wszędzie było mnie pełno. Mój wujek mówił, że byłem przebojowym, pewnym siebie chłopcem. Wszystko jednak wkrótce miało zacząć się zmieniać.

Wiele osób tego nie wie, ale to jacy będziemy w przyszłości, zależy głównie od wpływu jakie wywiera na nas otoczenie w naszych najmłodszych latach – to właśnie wtedy nabieramy złych nawyków żywieniowych, a potem rzutują one negatywnie na nasze przyszłe życie. Ironia losu polega na tym, że często nie jesteśmy tego świadomi, albo w pełni nie uświadamy sobie negatywnych tego skutków.

Nasiąkam złymi nawykami żywieniowymi

Pamiętam jak często moja babcia wciskała mi na siłę jedzenie. Była bardzo stanowcza i uparta, a ja byłem bardzo uległym dzieckiem. Pamiętam moją troskilwą mamę która chciała dla mnie jak najlepiej, a nieświadomie mi szkodziła. Obiad musiał być zawsze zjedzony do końca. Nieważne było to czy byłem głodny czy nie. Jadłem dla świętego spokoju. Wszystko po to by dorośli dali mi spokój. Opierałem się temu przez jakiś czas, ale w końcu pękłem. Coś się we mnie zmieniło.

Te złe nawyki żywieniowe stały się wkrótce częścią mnie samego. Już nikt nie musiał mnie zmuszać do jedzenia. Jadłem często i dużo. Ciągle mi było mało. Czułem się po prostu ciągle nienasycony. Miałem bez przerwy wrażenie że jestem głodny. Tak naprawdę tylko to sobie wmawiałem. Moje ciało było mi coraz bardziej obce. Już nawet nie wiedziałem kiedy jest głodne, a kiedy ma dość jedzenia.

Zacząłem tyć

Te wydarzenia zaczęły wpływać na mnie i moje życie. Zmiany pojawiały się bardzo powoli. Waga się stopniowo powiększała a potem zaczęły się pojawiać komentarze dorosłych. Zaczęli mnie porównywać do innych dzieci w moim wieku. Komentowali wielkość mojego brzucha i moją wagę. Robili to przy mnie, zupełnie jakby mnie tam nie było. Początkowo byłem na to obojętny – dalej byłem radosnym dzieckiem – ale gdy raz za razem sytuacja się powtarzała zacząłem się zastanawiać co ze mną jest nie tak. Zacząłem czuć się gorszy od innych dzieci a dawna radość i spontaniczność zaczęła odchudzić w zapomnienie.

Kompleksy

Najpierw zmienia się wygląd zewnętrzny. Przybiera się na wadze, zaczyna się nosić większe ciuchy, a potem zmiany pojawiają się psychice. Pojawia się odosobnienie, niższe poczucie wartości i szereg innych zachowań. Całe Twoje życie zaczyna się kręcić wokół wagi i jedzenia. Zawsze porównywałem się z innymi dziećmi pod względem mojej wagi i prawie zawsze byłem przez to od nich gorszy. W szkole podstawowej na przerwie siedziałem samotnie w ławce. Miałem problem w kontaktach z rówieśnikami, więc czekałem cierpliwie na początek lekcji. Stopniowo nauczyłem się sobie z tym radzić, jednak wciąż moje życie kręciło się wokół jedzenia i wagi.

Rodzeństwo i rówieśnicy ciągle śmiali się z moich nienaturalnie dużych piersi. Zacząłem się wstydzić swojego ciała i nie chciałem go nikomu pokazywać. Z tego też powodu unikałem kąpielisk, nie opalałem się a inni mieli mnie przez to za dziwaka. Nie rozumieli mnie i nie chcieli rozumieć. Nie wiedzieli i nie potrafili sobie wyobraźić jak to jest być w ciele którego się wstydzi. Nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć drugiej osoby jeśli sam nie znajdzie się w jej miejscu.

Próbowałem coś zmienić

Nienawidziłem tego stanu bardziej niż mógłbym się do tego przyznać. Chciałem się od tego wszystkiego uwolnić. Chciałem żyć jak normalny człowiek. Marzyłem o tym by wszystkie ubrania świetnie na mnie leżały, by być pewnym siebie w towarzystwie. Marzyłem po prostu o szczupłej sylwetce i życiu które się z tym wiązało.

Wkrótce po raz pierwszy miałem okazję urzeczywistnić to marzenie. Razem z bratem miałem wyjechać na kolonie nad morze. Miałem wtedy mieszane uczucia. Z jednej strony bałem się że znowu będą mnie przezywać rówieśnicy a z drugiej strony chciałem zobaczyć po raz pierwszy morze. Miałem też nadzieję że tam w końcu uda mi się schudnąć dzięki regularnym posiłkom i ograniczonej możliwości podjadania.

Tak blisko, a jednocześnie daleko

Moje oczekiwania wkrótce urzeczywistniły się – koledzy przezywali mnie tak jak się tego spowdziewałem. Ciągle chodziłem głodny, ale uwielbiałem ten stan. Czułem że naprawdę jestem coraz bliżej swojego celu. Chudłem z dnia na dzień, a gdy wróciłem do domu wszyscy byli pod wrażeniem tego ile udało mi się schudnać. Byłem szczęśliwy i czułem się o niebo lepiej. Zupełnie jakbym był inną osobą. Podskoczyła mi pewność siebie, poprawiło samopoczucie, ciuchy zrobiło się luźniejsze.

Potem było jeszcze lepiej. Ta zmiana wagi dała mi motywację do dalszej walki nad swoją nadwagą. Udało mi się schudnąć jeszcze parę kilogramów, ale nie trwało to zbyt długo. Nie potrafiłem dłużej wytrwać w tym stanie. To wszystko było ponad moje siły. Coraz więcej myślałem o jedzeniu aż wewnątrz mnie w końcu coś pękło. Nie potrafiłem tak żyć. Nie mogłem odmawiać sobie tylu pyszności by utrzymywać tę wagę. Moja wola słabła aż się w końcu poddałem.

Pochłaniałem ogromne ilości jedzenia a waga drastycznie się zwiększyła. Moje samopoczucie było okropne. Zniweczyłem swoje starania i wszystkie wysiłki w tak krótkim okresie czasu. Byłem tak sfrustrowany że nie miałem już na nic ochotę. Tylko jedzenie mi wtedy pomagało uśmieżyć to przykre uczucie.

Ponosiłem porażkę raz za razem

To trwało wciąż i wciąż bez końca. Latem jeździłem na kolonie, bardzo dużo chudłem. Po powrocie z niej też traciłem kilka kilo a potem na zimę wszystko nadrabiałem. To było jak błędne koło z którego nie potrafiłem wyjść. Nie mogłem zrozumieć dlaczego tak się dzieję. Miałem poczucie że to z mojej winy ciągle doświadczam efektu jojo. Myślałem że w pewien sposób różnię się od osób szczupłych i właśnie dlatego nie mogę schudnąć. Wierzyłem że by schudnąć trzeba mieć silną wolę i właśnie przez jej brak nigdy nie uda mi się osiągnąć wymarzonej sylwetki.

Żyłem w tym przeświadczeniu nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo się myliłem. Najlepsze lata mojego życia mijały mi przed nosem a ja nie byłem w stanie tego powstrzymać.

Gorzej być nie może

Lata mijały a ja wciąż nie mogłem wyjść z tego błędnego koła. Po drodze próbowałem też innych metod na schudnięcie. Robiłem posty jednodniowe – kompletnie nic nie jedząc, próbowałem unikać niektórych potraw, i wydałem wiele pieniędzy na różne tabletki. Wszystko jednak na nic. Efekt jojo był bezlitosny i prędzej czy później zawsze się pojawiał.

Całe moje życie było podporządkowane mojej wadze i jedzeniu. Wszystko kręciło się wokół tych tematów. Wiązało się z tym mnóstwo skutków ubocznych przez co wiele mnie w życiu omijało. Zawsze mamy tendecję do zbyt dużego koncetrowania się na sobie i swoich problemach. Wkrótce zdałem sobie sprawę z tego jak mało one znaczą.

Moja mama zachorowała na silną depresję. Ją także przez lata prześladowała nadwaga i zatruwała jej życie. Próbowała z tym walczyć ale raz za razem ponosiła porażkę. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale to ją wyniszczało od środa i pozbawiało radości życia. Zawsze była szczupłą, atrakcyjną kobietą, a teraz wstydziła się swojego ciała i nie potrafiła nic z tym zrobić, mimo usilnych prób. Negatywne skutki nadwagi wraz z innymi czynnikami spowodowało u niej silną depresję.

Była strzępem człowieka. Bała się siebie i własnych myśli. Nie ma gorszej choroby niż ta która siedzi w Twojej głowie. Nie pozwala Ci spać, nie daje ani chwili wytchnienia i sprawia że wszystkiego się boisz. Nikt nie jest w stanie do końca zrozumieć drugiej osoby dopóki nie znajdzie się w jej miejscu. Może się tylko domyślać, ale nie poczuje tego nigdy w dokładnie taki sam sposób i z taką samą intensywnością.

Jej stan coraz bardziej się pogarszał. Nic nie pomagało. Była otumaniona, i ciągle senna przez leki. Tak bardzo się różniła od „dawnej mamy”. To wszystko było ponad jej siły. Nie potrafiła dłużej tak żyć. Popełniła samobójstwo.

To był wielki szok dla całej rodziny. Nikt nie mógł uwierzyć w to co się stało. Dzień w dzień budziłem się i zasypiałem z myślą że moja mama popełniła samóbójstwo i wciąż nie mogłem w to uwierzyć.

Życie toczy się dalej…

Mówi się że najlepszem lekarstem na takie wydarzenia jest „czas”, że czas leczy rany. To prawda, jednak to bardzo powolny proces. W każdym z nas siedział głęboko ból i szukał swojego ujścia. Wmawiałem sobie że wszystko jest już dobrze, ale okłamywałem tylko sam siebie. Z jednego z najlepszych uczniów w 1 klasie gimnazjum stałem się jednym z najgorszych w szkole średniej.

Wszystko dla mnie straciło sens. Mama zawsze we mnie wierzyła, dodawała mi wiary w siebie, a teraz byłem sam. Czułem jakąś dziwną potrzebę wzbudzania w innych litości. Trudno mi opisać to uczucie. Nie byłem go do końca świadom i powodowało ono że bardzo często się poddawałem.

Coraz częściej zajadałem swoje problemy. Wolałem ich unikać zamiast rozwiązywać. Zamiast tego jadłem i jadłem. To było moje ukojenie. Choć na krótką chwilę czułem że moje problemy znikają i czuję się lepiej. W wieku 20 lat cierpiałem na nadciśnienie  tętnicze które było spowodowane stresem wywołanym śmiercią mamy, miałem 18 kg nadwagi i wszystko zaczęło się sypać.

Ciągle zrywała ze mną dziewczyna a potem wracaliśmy do siebie. Moje emocje były chwiejne i zmienne. Czułem się przegrany. Pod koniec szkoły średniej nie zdałem egazaminu zawodowego, potem obłałem maturę a moja przyszłość stała pod wielkim znakiem zapytania.

Nie wiedziałem co mam dalej robić w życiu. W mojej głowie była pustka. Wierzyłem że moje życie już zawsze będzie tak wyglądać.

Nikt we mnie nie wierzy

Na domiar wszystkiego byłem kompletnie sam. Przez lata ciągle próbowałem coś zmienić w swoim życiu próbując zrzucić nadwagę. Za każdym razem mówiłem rodzeństwu że tym razem naprawdę schudnę. Jednak gdy raz za razem mi się nie udawało i ponosiłem same porażki coraz bardziej pogarszając swoją sytuację przestali we mnie wierzyć.

Gdy po raz kolejny próbowałem schudnąć śmiali się ze mnie i mówili że już nigdy nie schudnę. Mieli rację. Tak wiele razy już im udowodniłem że do niczego się nie nadaję. To okropne być na dnie będąc pozbawionym jakiegokolwiek wsparcia. Gdy nikt w Ciebie nie wierzy, nie wyciąga pomocnej dłoni i co najgorsze Ty sam już w siebie nie uwierzysz i nie masz siły na podjęcie kolejnej próby by coś zmienić w swoim życiu.

Przełom

Czasem musimy czuć się jakbyśmy byli na samym dnie byśmy mogli się od niego odbić. Do mojej głowy wpadła wtedy myśl która z czasem coraz bardziej rosła w siłę. To ta myśl od której wszystko się zaczęła. Gdyby nie ona nie było by tu teraz Ciebie. Nie robiłbym teraz tego co robię. Ta myśl choć wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy zapoczątkowała we mnie wielkie zmiany. Bałem się tej myśli, brakowało mi odwagi by ją urzeczywistnić, ale w miarę jak we mnie dojrzewała zacząłem jej ulegać aż w końcu zdecydowałem że „muszę to zrobić.”

Zgłosiłem się wtedy do wojska na ochotnika. Nigdy nie widziałem siebie jako żołnierza. Byłem gruby, miałem wysokie ciśnienie, niskie poczucie własnej wartości i brakowało mi pewności siebie. Wszystko jednak stopniowo zaczęło się zmieniać. Dyscyplina i ruch fizyczny mi służył. Kilogramy zaczęły ze mnie ubywać, a wraz z nimi zaczęło się poprawiać moje samopoczucie. Byłem pewniejszy siebie, moje ciało zaczęło mi się coraz bardziej podobać a wizja mojego życia zaczęła nabierać barw.

Czułem że jestem we właściwym miejscu i o właściwym czasie.

A miało być tak pięknie

W wojsku czułem się ważny. Szanowali mnie tam i byłem wielokronie wyróżniany za swoją postawę. Kiedyś przezywano mnie gruby a tam nosiłem dumną ksywkę „WIELKI”. Zdecydowałem że chce zostać zawodowym żołnierzem. Żyłem w tym przeświadczeniu bardzo długi czas, ale rzeczywistośc rozwiała moje plane w drobny pył.

W Polsce był wtedy kryzys i wstrzymano nabory na zawodowych żołnierzy. Wróciłem zrezygnowany do domu i wszystko zaczęło się od początku. Samopoczucie z dnia na dzień coraz bardziej się pogarszało. Zacząłem tracić kontrolę nad moją wagą. Byłem tak blisko swoich marzeń, a zostałem brutalnie sprowadzony na ziemię.

Każda porażka kryje w sobie zalążek równoważącego ją powodzenia

Teraz patrząc na to wydarzenie z dużej perspektywy czasu uważam że była to jedna z najlepszych rzeczy jakie wydarzyły się w moich życiu. W domu czułem coraz bardziej narastającą pustkę – ale dobrze że tak się stało. W końcu poczułem wielką potrzebę jej zaskokojenia. Musiałem to zrobić, bo inaczej bym nie wytrzymał.

Wtedy wpadła mi do rąk książka „Podręcznika biegacza”. Jej autor pisał o bieganiu jako o czymś bardzo przyjemnym, zupełnie tak jakby to była jego pasja życiowa. Za nic w świecie nie potrafiłem tego zrozumieć. Dla mnie było to niezrozumiałe. Moje doświadczenia z przeszłości były zupełnie inne. Widziałem siebie biegnącego – zmęczonego, sapiącego jak parowóz z bardzo ciężki nogami, ale za nic w świecie zadowolnego z tego i czerpiącego przyjemność.

Jednak musiałem sprawdzić to co pisało w tej książce. Autor tej książki za bardzo mnie zaintrygował bym miał to tak po prostu zostawić. Twierdził że by bieganie sprawiało nam przyjemność musimy się tylko zastosować do pewnych zaleceń i to wszystko. Postanowiłem więc tak zrobić i tak właśnie zrodziła się moja pasja.

Poczułem się szczęśliwy i wolny

Pamiętam mój pierwszy bieg. Był to koniec lata. To był pierwszy raz gdy poczułem że bieganie naprawdę może być przyjemne. Zacząłem się powoli od tego uzależniać. To był czas gdy nic więcej się nie liczyło. Mogłem mieć problemy, źle się czuć przez cały dzień, ale gdy biegłem to wszystko odlatywało a ja czułem się wolny.

Bieganie zaczęło zmieniać moją energię wewnętrzną. Każdy bieg mnie zmieniał. Powoli budował na nowo mój charakter. Moje życie nabrało sensu, stawałem się coraz bardziej pewny siebie a ludzie wkoło zaczęłi to zauważać. Miałem w tym czasie różne zawirowania (wielokronie zmieniałem prace) ale bieganie zawsze mi pomagało odnaleźć w sobie spokój. Przez lata szarpałem się ze sobą. Ze swoim kompleksami, brakiem pewności siebie i ze swoimi wszystkimi negatywnymi myślami. Nie zdawałem sobie sprawy z tego że rozwiązanie niemal wszystkich moich problemów było tak blisko.

Ruch fizyczny nie pomaga

Ludzie uprawiają sport z wielu powodów. Jedni dlatego że chcą być sprawni fizycznie, inni bo chcą schudnąć. Nigdy nie miałem w sobie na tyle silnej woli by robić to z takich powodów. Biegałem bo to kochałem, czułem się dzięki temu lepiej, byłem wolny i szczęśliwy. Biegałem bo było to moją pasją.

Nie miałem idealnej sylwetki. W wojsku udało mi się schudnąć 10 kg, ale nadal miałem kilka kilogramów do stracenia. Biegałem w tym momencie bardzo dużo, ale mimo tego nie mogłem schudnąć. Nie miałem pojęcia dlaczego tak się dzieję. Było to dla mnie niezrozumiałe. Nie mogło mi przez głowę przejść że ruch fizyczny wcale nie jest rozwiązaniem na szczupłą sylwetkę. Musiałem nadal szukać sposobu na zrealizowanie mojego marzenia – na osiągnięcie wymarzonej sylwetki.

Znalazłem sposób

Postanowiłem zacząć się uczyć. Stwierdziłem że musi istnieć rozwiązanie mojego problemu, tylko po prostu muszę je znaleźć. Kupiłem wtedy mnóstwo książek na temat odchudzania i zacząłem je czytać. To było bardzo mozolne zadanie. Większość książek była napisana tak ciężkim językiem że aż przy nich zasypiałem.

Po pewnym czasie zauważyłem że tak naprawdę każdy autor ma inną receptę na odchudzanie. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie gdy stwierdziłem że to co zaleca jeden autor, drugi wręcz zakazuję. Myślałem że jest jedna słuszna „teoria odchudzania” i gdy się ją zastosuję to po prostu się schudnie. Myliłem się jednak.

Odkryłem „Sekret ludzi szczupłych z natury”

Całe szczęście znalazłem w kilku książkach „idee” która do mnie przemawiała. Dowiedziałem się wtedy że szczupli ludzie z naszego otoczenia zawdzięczają swoją wagę w głównej mierze nie genom, ale temu że nieświadomie stosują się do pewnych nawyków żywieniowych.

Pomyślałem wtedy o moim bracie. Niby moja mama i tato mieli nadwagę – więc chyba miałem „złe geny”, a mimo tego faktu mój brat był zawsze bardzo szczupły. Jak to było możliwe? Z wielkim podeksycytowałem zacząłem więc studiować te nawyki których autorzy nazwali „Sekretem ludzi szczupłych z natury”. Dowiedziałem się że „ludzie szczupli z natury” stosują „instyntkownie” te wszystkie nawyki żywieniowe, nawet nie zdając sobie z tego wszystkiego sprawy. Dla nich te nawyki były tak normalne i oczywiste że aż dziwią się dlaczego „my” jemy inaczej.

Po upewnieniu się że wszystko dobrze zrozumiałem postanowiłem zweryfikować ich prawdziwość. Zacząłem zadawać mnóstwo pytań mojemu szczupłemu bratu. Pytałem się go o wszystko związane z tym jak je. Byłem zdumiony. Okazało się że nieświadomie stosował się do wszystkich zaleceń „Sekretu ludzi szczupłych z natury” które poznałem.

Podświadomie czułem że to jest właśnie to. Że to naprawdę to czego szukałem przez lata. Jednak moja świadomość wciąż się opierała. Mówiła że to jest zbyt proste i piękne by mogło być możliwe. Niezależnie jednak od tego wszystkiego wiedziałem jedno. MUSZĘ TO SPRAWDZIĆ NA WŁASNEJ SKÓRZE!

Marzenia się spełniają

To co stało się w ciągu najbliższych 8 tygodniu było szokiem dla mnie i mojej rodziny. Chudłem bardzo szybko. Średnio 1 kg tygodniowo. Łącznie straciłem 8 kg w tym czasie. To co mnie najbardziej zaskoczyło i myślę że także i Ciebie to fakt że jadłem w tym czasie wszystko to na co miałem ochotę.

Gdy o tym mówiłem innym to nie mogli w to uwierzyć. Wtedy jednak uwierzyłem że „Sekret ludzi szczupłych z natury” naprawdę istnieje i jest bardzo skuteczny. Całe życie żyłem w niewiedzy stosując tyle nieskutecznych metod odchudzania, a wystarczyło zastosować się do kilku prostych rad by osiągnąć szczupłą sylwetkę.

Co się stało potem? Zapragnąłem podzielić się tym sekretem z innymi ludźmi którzy podobnie ja ja kiedyś próbowali „wszystkiego”, a zamiast tego odczuwali wielką gorycz porażki. To właśnie dlatego teraz tu jesteś. To dlatego założyłem ten blog, napisałem książkę i robię to co robię.

Twoja wytrwałość i upór w szukaniu metody dzięki której schudniesz doprowadziła Ciebie aż tutaj. Teraz czas na to by Tobie udało się zmienić swoje życie…